owocowe koktajle

Blog, nie dość, że już jest dla mnie wspaniała pamiątką, był przyczynkiem do poznania wielu osób, którzy podobnie do mnie patrzą na świat. Krejzole takie 😉 W ostatnią niedzielę całą rodziną gościliśmy na działce u Agnieszki autorki bloga Auta, rakiety i wróżki.

I tam daleko, daleko od Łodzi, bo to jeszcze za stolicą było, Agnieszka wymyśliła, by dzieci porobiły owocowe koktajle. Na stole pojawiły się smaki lata: maliny, brzoskwinie ufo, jagody, borówki amerykańskie, melon, truskawki i banany, mleczko kokosowe oraz ryżowe.

wpr_koktajle_5

Taka ilość składników, pozwoliła dzieciakom na dowolne mieszanie i tworzenie coraz to nowych kompozycji. Takich z dominującym smakiem banana (kompozycja Dżunksa), to znów jagód (kompozycja Gagaty) czy misz masz N. Koktajle powstawały w małych ilościach stąd podwójna radość dzieciaków – ciągła możliwość komponowania oraz rozkosz dla podniebienia w trakcie konsumowania (w większości przypadków była jednak rozkosz! 😉 ).

wpr_koktajle_8

wpr_koktajle_7

wpr_koktajle_10

To była taka zabawa w kuchnię, w gotowanie, z tym że o niebo lepsza od udawanej, bo z prawdziwymi składnikami! Niedojedzone, niedopite bądź nietknięte ilości koktajli, można zlać razem, wypić później lub wlać do pojemniczków na lody i zamrozić. Nic się nie marnuje! Naturalne lody! Pyyyyyyyyszotka 🙂

Nie wiem, co dzieciakom w tej zabawie podobało się najbardziej – czy to dobieranie składników czy różnorodność, wielość składników, czy sam akt blendowania i spożywania czy może wszystko to razem. Wiem, że mnie jako dziecku najbardziej podobałoby się to, że każdy składnik ma swoją miseczkę, jest ładnie wyeksponowany dokładnie tak jak jest w programach kulinarnych.

wpr_koktajle_9

Wiecie, że jako dziecko marzyłam o tym, by w trakcie zabawy w prawdziwe gotowanie, pieczenie mieć wszystko tak wyeksponowane jak Ci kucharze! Jajka w jednej miseczce, odmierzona ilość mąki w drugiej, masło w trzeciej, cukier w czwartej itd. Pamiętam, że raz podczas robienia omletu właśnie tak perfekcyjnie przygotowałam sobie wszystkie potrzebne mi składniki – każdy osobno, wszystko ładnie, pięknie, cud miód posegregowane! Matko, byłam wówczas w siódmym niebie (szczególnie, że mama wszystko po mnie pozmywała!). To, że omlet mi się spalił i był ochydny nie miało znaczenia 😉 Liczyło się to, że spełniłam swoje marzenie! Dziś nie jestem taka głupia, żeby brudzić sobie milion pięćset dwa dziewięćset naczyń, bo wiem, że nikt tego za mnie nie posprząta 9do zmywarki samo się nie włoży 😉 ), ale na potrzeby zabawy jestem w stanie odejść od mojej minimalistycznej zasady gotowania jednogarnkowego.

I tak zabawa ta, droga Agnieszko, ma ciąg dalszy u nas, w domu, w Łodzi. N. eksperymentuje, szuka nowych połączeń, smaków, tworzy witaminowe bomby, spija je, spijam je ja, po czym znowu sięga tymi swoimi małymi paluszkami do miseczek, w których cierpliwie czekają na swoją kolej następne owoce. Ach, jak podoba mi się ta zabawa!

wpr_koktajle_1

wpr_koktajle_4

wpr_koktajle_2

wpr_koktajle_3

Advertisements

One comment

  1. Prawdziwe owocowo – witaminowe szaleństwo 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: