ilustrować jak Zbigniew Rychlicki

Choć nie jestem etatowym krytykiem, to krytyczne zapędy mam jak stąd do Warszawy! Mówią – nie oceniaj filmu po tytule. Ja – oceniam! Mówią – nie wyłączaj filmu po trzech minutach oglądania! Wyłączam! Mówią – nie oceniaj książki po okładce! Oceniam! Nie odkładaj książki na półkę, po przeczytaniu kilku pierwszych zdań! A ja co robię? – często odkładam!

Takie podejście trochę komplikuje życie – szczególnie innym i szczególnie wtedy, kiedy chcą obejrzeć ze mną film (czy to moja wina kochany mężu, że filmy przez Ciebie wybierane są hmm… zupełnie różne od tych, które ja wybieram?), ale podejście to ma też swoje zalety – rzadko kiedy nie podoba mi się to, co wybiorę. Fakt, pewnie koło niektórych genialnych pozycji przechodzę obojętnie, na czym cierpi mój umysł i dusza, ale cóż według jakiegoś klucza trzeba pozycje filmowe, książkowe wybierać i mój klucz jest właśnie taki!

W wyborze książki, mą uwagę musi przyciągnąć tytuł – nietuzinkowy i trafiający w sedno. Następnie kilka pierwszych zdań musi mnie porwać. Gdy one mnie nie porywają, daję książce szansę, czytając (o zgrozo!) kilka ostatnich zdań – w końcu liczy się to, jak ktoś kończy a nie jak zaczyna 😉 Kupując książki dla dzieci, zwracam też uwagę na ilustracje – muszą mieć one to niedające się opisać coś, co sprawia, że jesteśmy nimi kompletnie oczarowani, by nie powiedzieć zaczarowani! Co prawda słyszałam o teoriach, że w książkach dla dzieci ilustracji powinno być jak na lekarstwo, bo one nie pozwalają dziecku na samodzielne budowanie książkowych obrazów i takie tam bla, bla, bla, ale do mnie ta teoria nie przemawia. Książka powinna mieć ilustracje i to na dodatek najlepsze!

I tak oto ja – mistrz poematów dygresyjnych – dobrnęłam do clou sprawy! A clou jest następujące: gdy otwieram książkę i widzę w niej ilustracje Zbigniewa Rychlickiego, to choćby książka miała najbardziej z możliwych nietrafiających do mnie tytułów, to biorę ją w ciemno!

Bo to Rychlicki – mój mistrz ilustracji!

Na czym polega fenomen jego prac? Nie wiem, nie potrafię tego opisać. Nie wiem również, czy potrafili jego sztukę ubrać w słowa wszyscy Ci, którzy decydowali o wręczeniu mu wielu nagród w dziedzinie ilustracji. Ja – laik w tej dyscyplinie, mogę tylko patrzeć i odbierać na zasadzie – podoba mi się lub nie podoba mi się. I chyba o to chodzi w sztuce, żeby ją czuć a nie opisywać. Do mnie jego sztuka bardzo przemawia!

Zaproponowałam N. byśmy pobawiły się ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego! Ale czad! 😉 Wybrałam kilka spośród całej gamy jego prac, dokładniej skupiłam się na ilustracjach wierszy jednej z moich ukochanych poetek Ewy Szelburg – Zarembiny. Ilustracje zeskanowałam, a następnie umieściłam je  na środku kartki, tak by po bokach zostało miejsce do pracy.

Nasza praca była wielowymiarowa. Polegała na opowiadaniu, co dosłownie widzimy na ilustracjach, rozszerzaniu ilustracji poprzez dorysowywanie własnych elementów oraz opowiadaniu całych historii bazujących na danych obrazkach. Dodatkowo nasze prace powstawały w ramach zabawy w przedszkole, stąd każda praca jest podpisana imieniem i nazwiskiem, co widać na górze każdej z prac. W związku z tym, że prace powstawały w domowym przedszkolu toteż stopień zaangażowania poszczególnych dzieci w pracę był – jak to u dzieci w przedszkolu – różny 😉

Patryk L. przyłożył się mało…

04 (13C)Amelka postarała się bardziej – obok choinki stoi mama. Dzieci trzymają balony a pod choinką czekają jeszcze nie rozpakowane prezenty.

wpr_rychlicki2Hania narysowała deszcz padający na śnieg, który padał wcześniej. Taka odwilż 🙂

wpr_rychlicki3Jasiek poszedł w śnieg oraz narysował mamę w czapce, by jej nie zmarzła głowa.

wpr_rychlicki4Kacper z pomocą cioci Agnieszki narysował dużo dzieci bawiących się w śniegu.

wpr_rychlicki5Przykładem nowej bajki dotyczącej powyższej pracy, bajki stworzonej na podwalinach kreski Rychlickiego i kreski N. niech będzie poniższy tekst od A do Z wymyślony przez N. 🙂

„Kochane dzieci*, które są narysowane, pójdźcie kiedyś ze mną do teatru na 20:00. Koniec.

*Te dzieci mieszkały w Azji. Wszystkie tak mieszkały, bo lubiły. I dużo spały, spały, spały… I się ukłoniły, bo to był teatrzyk. Dzieci się pasały na łące. Jedno dziecko było krzywo. Kamień je ostrzegał przed jakimś wilkiem, bo wilk lubił dzieci z Krainy Bonzowej.

Koniec.”

Wpis powstał w ramach projektu blogowego „Przygody z książką”. Sprawdźcie tez co u innych książkomaniaków – KLIK

Print

_____

Moje wcześniejsze wpisu w ramach projektu „Przygody z książką”

6. Książka listowa KLIK

5. Teatrzyk cieni KLIK

4. Natalii ciasteczka według Zuzi KLIK

3. Kukiełki warzywne = Warzywniaki KLIK

2. Julek Tuwim KLIK

1. Czytamy: Gąska Balbinka KLIK

Reklamy

7 Komentarzy

  1. pamiętam tę książeczkę i ilustracje, ale miłości jakoś nie podzielam…
    za to postawa kamienia z krainy Bonzowej bardzo mnie ucieszyła 🙂

    świetny pomysł na zabawę dla dzieci – na pewno zapożyczę na spotkanie z moimi przedszkolakami!

    a dlaczego rysunki długopisem? czyżby N. nie kochała kredek? podobnie jak mój J., ale w przeciwieństwie zdaje się do większości prawdziwych przedszkolaków?

    1. Tak , masz rację – postawa kamienia niezwykle humanitarna! 🙂
      Pewnie pobaw się tak z przedszkolakami, super sprawa! A dlaczego długopisem? Bo ciocia w przedszkolu pisze długopisem, więc Natala też teraz wszystko długopisem, bo przecież ona musi jak ciocia 🙂

  2. Rychlicki kojarzy mi się ewidentnie z moim dzieciństwem, podejrzewam że i u ciebie budzi podobne, ciepłe skojarzenia, stąd ta miłość 😉
    Pomysł na dorysowanki Rychlickie świetny! Nie wiem tylko , czy rysunki mistrza „wytrzymują” z dziełami dzieci 🙂
    Uściski wielki „Krytyku” 😉

    1. Tak, zapewne właśnie stąd. Im dalej w las, tzn. im jestem starsza, tym bardziej chce mi się wracać wspomnieniami do dzieciństwa… 😉 No cóż Rychlicki musiał liczyć się z tym, że kiedyś będzie miał konkurencję 😉 Wierzę, że spogląda na prace N. przychylnym okiem! 🙂

  3. Z tymi zapędami do krytyki- jak ja Ciebie dobrze rozumiem! 🙂 Już na tyle znam siebie, że wystarczy mi przeczytać 1 stronę książki ( albo losowo wybraną ze środka), żeby wiedzieć, czy mam czytać dalej, czy odłożyć. A Rychlicki? Nie miałam chyba opisywanej przez Ciebie książki w dzieciństwie, ale ten styl w ilustracji jest dość znajomy. Jak sięgam dzisiaj ” na zimno” do ulubionych książek z dzieciństwa – ilustracje nie zawsze mi się podobają, ale sentyment „podgrzewa” je i wydają się piękniejsze, mają jakieś drugie dno 🙂 Może dokopię się kiedyś do dwóch radzieckich 🙂 książeczek, które z wypiekami na twarzy oglądałam będąc przedszkolakiem i zadam sobie pytanie co tak bardzo mi się podobało w tych ilustracjach?

  4. Rychlicki to dla mnie jeden z największych, najbardziej zapadających w pamięć ilustratorów mojego dzieciństwa, więc bardzo dobrze Cię rozumiem 🙂 Tę książeczkę odnalazłam po latach w antykwariacie dla M. Stara, dobra szkoła ilustracji polskiej. Mistrz akwarelowej lekkości, szczególnie zwierząt i charakterystycznych postaci – dziewcząt i chłopców, np. opowiadań z serii „Poczytaj mi Mamo” 🙂
    Fantastyczna zabawa z obrazkami! Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wspólną zabawę!

  5. […] 1. Czytamy: „Gąska Balbinka” 2. Julek Tuwim 3. Kukiełki warzywne = warzywniaki 4. Natalii ciasteczka według Zuzi 5. Teatrzyk cieni 6. Książka listowa 7. Ilustrować jak Zbigniew Rychlicki […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: