Julek Tuwim

Julek Tuwim poetą z Łodzi był!

Tak się składa, że my też z Łodzi pochodzimy, więc nie wypada mi o nim nie napisać, to po pierwsze. Po drugie z wierszami Tuwima wiąże się wiele moich, już naszych(!) wspomnień, więc tym bardziej chcę uchronić od zapomnienia wszystkie piękne chwile, które mam w sercu, a w które, tak się złożyło, wdarł się Julek 😉 Tym wpisem chcę Was również zachęcić do odkrywania przed dziećmi czy też z dziećmi teatru, pokazywania tego, co jest napisane nie tylko wprost, ale również między wierszami, do pokazania, że słowa, na deskach teatru, zamieniają się w obraz. Tym wpisem chcę Was również zachęcić do wygłupów z Tuwimem i ciut niepoważnego podejścia podczas interpretacji jego wierszy.

Wpisowi towarzyszyć będą trzy pozycje książkowe: pierwsza, druga i trzecia niekoniecznie w zaprezentowanej kolejności 😉

wpr_tuwim4

To, że Tuwim poetą był, to wie każdy. To, że napisał cudne wiersze dla dzieci, to wiadomo. To, że na tych wierszach wychowały się pokolenia, to nie ulega żadnej wątpliwości, ale o tym, kim Tuwim był, albo lepiej powiedzieć, kim chciał być, gdy jeszcze poetą nie był, już nie wszyscy wiedzą.

Spokojnie, my też do niedawna nie wiedziałyśmy. Co prawda rok temu pewna para aktorska dwoiła się i troiła, by nam te informacje przekazać, ale byłyśmy nieprzemakalne na tę wiedzę. Za chwilę rozwinę ten temat, z tymże lepiej dla Was, gdy przekornie zacznę snuć mą historię od końca, bo wtedy będzie ona miała ręce i nogi. A to, że chcę, by N. kojarzyła coś więcej niż tylko nazwisko Tuwima, to chyba wynika, ot tak, z lokalnego patriotyzmu 🙂

Otóż jest taka książka „Rany Julek! O tym jak Julian Tuwim został poetą” autorstwa Agnieszki Frączek z ilustracjami Joanny Rusinek. W momencie gdy wzięłam tę książkę do ręki, przekartkowałam, tu i tam coś przeczytałam, to wówczas, hmm, zaskoczyło – to tamto przedstawienie, to na podstawie tej książki… to wiele wyjaśniało. Książka opowiada o chłopcu, który był taki jak ja czy Ty w dzieciństwie – szalony, nieprzewidywalny, z głową pełną pomysłów. Chłopak, który, jak określiła autorka, miał różne bziki, które to bziki przyprawiały jego matkę, panią Adelę, o zawał serca a siostrę wprawiały w zachwyt i uwielbienie nad bratem. Znane? Pewnie, że znane, bo kto z nas jako dziecko nie wchodził na dachy i nie wspinał się po drzewach? Albo nie przerabia takich historii ze swoimi dziećmi? Tak właśnie autorka przedstawia Julka. Pisze w taki sposób, że Julek staje się naszym funflem i nie czyta się o nim jak o wielkim poecie, tylko jak o zwykłym chłopaku z sąsiedztwa, powiedziałabym nawet takim trochę łobuzie 😉 Książka jest bardzo oryginalnym wycinkiem biografii Tuwima dotyczącym lat młodzieńczych, można powiedzieć, że pani Agnieszka puszcze w tej książce do nas oko.

wpr_tuwim1

To, że tekst jest genialnie napisany, świadczy o tym nazwisko autorki. To, co mnie szczególnie ujęło za serce, to komediowe wyjaśnienia słów z gwiazdką. Słowo „czaruje” wzięte w cudzysłów oznacza, cytuję: niech się ta poręcz psem stanie, NIECH! a poręcz na to: miau… co za pech!, zaś „szarawary” to „spodnie takie szerokie, że trudno objąć je wzrokiem”. I co jeszcze? Jeszcze przeredagownie niektórych z wierszy Tuwima, tak, by miały wydźwięk charakterystyczny dla jego wierszy, a jednocześnie by dotyczyły rzeczy nowych. Niezwykle trudna sprawa, a autorce z powodzeniem to się udało!

wpr_tuwim2

To teraz wróćmy do pamiętnego przedstawienia. Był rok 2013. Listopad. Na targach książki to było. Jednym z przerywników targów, miało być przedstawienie „Tuwim JULEK – PARA buch, FRAZY w ruch!!!” Miodzio, pomyślałam sobie, dla N. w sam raz. Jak się okazało, takie w sam raz to nie było. Owszem chłonęła, ukulturalniała się, ale w końcu stwierdziła, że to nie jej klimaty. Doszła do wniosku, że nie wie o co kaman, ja zresztą wyciągnęłam bardzo podobny wniosek! Gdzie ta „Lokomotywa”?, gdzie „Dyzio Marzyciel”? czy choćby „Idzie Grześ”? Z jakimś chemikiem nam tu wyskoczyli, że niby Julek ze swoim chemicznym zacięciem prawie wysadził w powietrze kamienicę, w której mieszkał, że jaszczurki hodował, że z domu uciekł itd. Przyznam nie tego się spodziewałam… N. też nie. Końca nie zobaczyłyśmy… Teraz już wiem, że to wszystko prawda była, a nie jakieś lelum polelum. Nie zmienia to jednak faktu, że przedstawienie i książka raczej są adresowane dla starszych dzieciaków, takich 5+. My jeszcze nie ten level, choć „Dzieci z Bullerbyn” N. chłonie całą sobą.

Swego czasu teatr Małe Mi, wystawiający tę sztukę, jeździł z nią po Polsce. Jak jest obecnie, ciężko mi powiedzieć. Wydaje mi się, że gdyby zorganizować grupę dzieci w wieku szkolnym, to po odpowiednim ustaleniu szczegółów, teatr przyjechałby do zainteresowanych.

dscn0993

dscn0995

Byłyśmy za to całkiem niedawno na przedstawieniu „Lokomotywa” w cudnym, klimatycznym miejscu – teatrze w kawiarni, gdzie przedstawienia ogląda się siedząc przy kawiarnianych stolikach popijając kawkę i podryzając szarlotkę. Baśniowa Kawiarenka, bo tak nazywa się to miejsce, doczekała się u nas zasłużonego odrębnego wpisu – KLIK.

kawiarenka17

To przedstawienie to był strzał w 10! Małżeństwo spóźnia się na pociąg mający dowieźć ich na wymarzone wakacje. Co robić? Jak żyć? Pani Żona ma ochotę usiąść i płakać – wymarzone wakacje, leżing, smażing, plażing odjechały wraz z pociągiem, na który się spóźnili. Dobrze, że rezolutny Pan Mąż, nie załamuje się, postanawia uciec się do swojej wyobraźni i wtedy… wtedy to się zaczyna. Para wsiada do pociągu „tuwimowskiego” i w podróż sprytnie włącza i odgrywa wiersze łódzkiego wieszcza. Poza wierszami, małżeństwo zaskakuje humorystycznymi dialogami i aktywizuje publiczność do wspólnej zabawy.

tuwim

Taaaakie banany na twarzach mieli… dzieci i dorośli! Tak, dorośli, bo oni na równi z dziećmi dobrze się bawili. Tak samo jak dzieci, śmiali się do rozpuku, na hasło „zamknijmy oczy” jak jeden mąż przymykali powieki, pękali z dumy, gdy ich dzieci na równi z aktorami odgrywali jeden z wierszy. Całość przedstawienia jest spójna, zabawna, dynamiczna, wciąga do zabawy widzów i propaguje naszego Julka!

Przedstawienia otwarte dla dzieci i ich opiekunów w Baśniowej Kawiarence wystawiane są w soboty i niedziele. W tygodniu teatr gra dla grup zorganizowanych z przedszkoli i szkół.

Oprócz zabaw z teatrem, w których dwukrotnie miałyśmy możliwość spotkać się z Tuwimem, propagujemy własne odgrywanie jego wierszy. Z tym odgrywaniem wiążą się moje wspomnienia.

W domu mamy dwie książeczki z wierszami Juliana Tuwima. Pierwsza towarzyszy nam niemalże od chwili narodzin N., z tymże jest ona, rzekłabym, byle jaka. Mam na myśli zbiór wierszy Tuwima wydawnictwa Papilon, z serii Książki Szczęśliwego Dzieciństwa. Nie dość, że litery są w niej małe (o ile mnie to nie przeszkadza, to już dzieci, które same potrafią czytać, może to zniechęcić), to jeszcze znajdują się na kolorowych stronach. Okropność! Przy wieczornym świetle, gdyby nie fakt, że znam te wiersze na pamięć, miałabym problem z ich przeczytaniem. Ale czytałam. Długo i dużo czytałam, bo treść, szafowanie słowem, piękny rym i rytm, humor oraz prostota wierszy były ponad tę niedogodność. I N. tak pięknie słuchała tych wierszy, tak pięknie je chłonęła. Tak cudnie je „czytała”, że żal mi było wydawać pieniądze na lepsze wydanie. Teraz książka ta z pozaginanymi rogami, poklejonymi stronami czy nawet ich brakującymi fragmentami jest dla mnie skarbnicą wspomnień.

wpr_tuwim3

Ty, Natalko, zapewne nie będziesz pamiętała, że jako dwulatka, zamiast wieczorem iść spać, to chciałaś bym czytała i jeszcze ten i jeszcze tamten wierszyk, a nawet jeden, ten sam po kilka razy, a oczy zamiast robić się coraz mniejsze, rozbudzały się z każdym słowem. A jak się śmiałaś gdy czytałyśmy Hilarego!!! Do rozpuku, szczególnie wtedy gdy przeszukiwałam Ciebie, bo a nóż widelec, to Ty masz te okulary?

A „Zosia Samosia” albo „O Grzesiu Kłamczuszku i jego cioci”! Czytałyśmy po kilka razy z rzędu. Albo jak wyobrażałyśmy sobie, że łóżko to zielona łąka, a po suficie jak po niebie płyną obłoczki, a my to tu, to tam wypatrywałyśmy smakowitych kąsków. Tak pięknie wchodziłaś w tę bajkę. Dalej tak robimy, dalej tak wchodzisz w te bajki, tylko teraz to już kawał baby z Ciebie i zdecydowanie jesteś bardziej świadoma tego, co robisz, a wtedy… takie to małe, drobne leżało i wyciągało swą tyci rączkę po lody malinowe. Rozkosz…

Mamy też w domu inne wydanie wierszy Julka zatytułowane „Lokomotywa i inne wesołe wierszyki dla dzieci” z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Tych innych wierszy to znowu za dużo nie ma – raptem „Rzepka” i „Ptasie radio”. To wydanie towarzyszyło mojemu dzieciństwu., a teraz z coraz większym powodzeniem interesuje się nim N., głównie za sprawą wspomnianej „Rzepki”, który to wiersz szczególnie zapadł N. w pamięci, po wspomnianym przedstawieniu w Baśniowej Kawiarence.

wpr_tuwim5

Czytałam, że ze współczesnych opracowań wierszy Tuwima, warto zawiesić oko na pozycji wydawnictwa Wilga z 2011 roku z ilustracjami Macieja Szymanowicza. Kto wie, czy się niebawem nie skuszę, bo Julek Tuwim jest ok!

9788378817772Wpis powstał w ramach projektu blogowego „Przygoda z książką”

PrintSprawdźcie również, co inni napisali w ramach projektu: KLIK

Reklamy

16 Komentarzy

  1. Uwielbiamy Tuwima! Kupuję go w całości. Niedługo zawita u nas na blogu z okazji innego projektu. 😉

    1. Zapewne DnW? Z chęcią przeczytam!

  2. Hordubal · · Odpowiedz

    Tuwima uwielbiam, a w szczególności w wersji dla dorosłych.

    1. Tak, w wersji dla dorosłych też lubię. Tuwim wiedział, jak dogodzić i dużym i małym 🙂

  3. Uwielbiam Tuwima. Swego czasu zaczytywałam się w „Grochu z kapustą”. A to, że był z niego niezły „rozbójnik”, to dowiedziałam się też przypadkiem, gdy natrafiłam na taki oto jego wiersz: Julian Tuwim

    Poranek wczesny
    Jadę pospiesznym
    Wprost do Warszawy
    Załatwiać sprawy.
    Pociąg o czasie
    Ja w drugiej klasie
    Wagon się kiwa
    Pije trzy piwa.
    Łódź Niciarniana,
    W pęcherzu zmiana.
    Pęcherz nie sługa,
    A podróż długa.
    Ruszam z tej stacji
    Do ubikacji.
    Kto zna koleje
    Wie, jak się leje.
    To co trzęsie się
    W Los Angelesie
    Formę osiąga
    W polskich pociągach.
    Wyciągam łapę,
    Podnoszę klapę,
    Biada mi biada,
    Klapa opada.
    Rzednie mi mina
    Trza klapę trzymać.
    Łokieć, kolano
    Trzymam skubana.
    Celuje w szparkę,
    Puszczam Niagarkę,
    Tryska kaskada,
    Klapa opada.
    Fatum złowieszcze-
    -wszak wciąż szczę jeszcze.
    Organizm płynną
    Spełnia powinność.
    Najgorsze to, że
    Przestać nie może.
    Toczę z nim boje
    Jak Priam o Troje,
    Chce się powstrzymać
    -Ratunku ni ma.
    Pociąg się giba,
    A piwo spływa.
    Lecę na ścianę
    Z mokrym organem,
    Lecąc na druga
    Zraszam ją struga,
    Wagonem szarpie
    Leje do skarpet,
    Tańcząc Czardasza
    Nogawki zraszam.
    O straszna męka,
    Kozak, Flamenco,
    Tańczę, cholera
    Wzorem Astair’a.
    Miota mną, ciska,
    Ja organ ściskam.
    Wagon się chwieje,
    Na lustro leje,
    Skład się zatacza,
    Ja sufit zmaczam.
    Wszędzie Łabędzie
    Jezioro będzie.
    Odtańczam z płaczem
    La Kukaraczę,
    Zwrotnica, podskok
    Spryskuje okno,
    Nierówne złącza-
    -buty nasączam,
    Pociąg hamuje
    Drzwi obsikuję
    I pasażera
    Co drzwi otwiera
    Plus dawka spora
    Na konduktora.
    Resztka mi kapie
    Na skrót PKP.
    Wreszcie pomału
    Brnę do przedziału.
    Pasażerowie
    Patrzą spod powiek.
    Pytania skąpe
    „Gdzie pan wziął kąpiel?”
    Warszawa, Boże!
    Nareszcie dworzec!
    Chwila szczęśliwa
    Na peron spływam,
    Walizkę trzymam,
    Odzież wyżymam.
    Ach urlop błogi
    Od fizjologii.
    Ulga bezbrzeżna.
    Pociąg odjeżdża,
    Rusza maszyna
    Hen w dal
    Po szczy…
    Po szynach.

    Pozdrawiam 🙂

    1. Ale się uśmiałam!!! Dzięki, nie słyszałam wcześniej. Trzeba przyznać, że wiersz nie stracił na autentyczności 😀 a Tuwim… mistrzunio z łobuzerskim zacięciem!

    2. 😀 ha ha … i zasnę dziś z uśmiechem na ustach …:)

      1. A ja z twarzą na desce do prasowania 😀 Jak to mówią dla każdego coś dobrego!

  4. Rzepkę Tuwima wspominam bardzo rzewnie … 🙂 Co klasyka to klasyka – i dobrze aby nasze dzieci wiedziały o jej istnieniu, wszak zatopieni jesteśmy obecnie w morzu nowości (a nie wszystkie godne zaczytania … ;).

    1. Ja właśnie nie jestem w stanie ogarnąć tych nowości… Najzwyczajniej brak mi na to czasu. Sięgam więc po to, co znam, co wiem, że dobre 🙂

  5. Klasyka, fajne jest to przekazywanie naszych fascynacji naszym dzieciom i … jaka wspólnota odczuwania i humoru! Na wspomnienia się zebrało, rzut oka na posklejane jak u Was strony i okładki ulubionych książek. Mam parę takich ze swojego dzieciństwa 🙂 Wspaniały post dodaje skrzydeł, a jeszcze wiersz o pkp w komentarzu sprawił, że już zupełnie odleciałam 🙂

  6. […] 1. Czytamy: „Gąska Balbinka” 2. Julek Tuwim […]

  7. […] 2. Julek Tuwim KLIK […]

  8. […] 2. Julek Tuwim KLIK […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: