drzewa jesienne

Na początku był Chaos jeżeli wierzy się mitom greckim. U nas na początku był zapał (chaos też był, następstwem zapału jest u nas chaos). I z tego zapału zrodziła się bogata kolekcja liści jesiennych. KLIK, kto nie czytał. Ale że nic nie trwa wiecznie, to i chęć robienia kolorowych liści skończyła się. Może to i dobrze, bo ileż można? 😉 Druga odwieczna prawda życiowa z kolei głosi, że coś w życiu robić trzeba i dlatego zaczęłyśmy robić drzewa jesienne! O, to już jest zupełnie co innego! 😉

I znowu metod było kilka.

Metoda nr 1

Na papierze – my wzięłyśmy kolorowy brystol –  narysowałam kontur drzewa. N. kredkami pomalowała pień, dorysowała dziuplę a koronę wykleiła tym, czym akurat dysponowałyśmy w domu – słonecznikiem łuskanym i słonecznikiem w ziarnach, grochem i rodzynkami. N. wykonywała pracę bardzo skrupulatnie, gdyż na rozsmarowany klej nie wysypała wszystkiego, ile się w ręce zmieściło, a jedynie ziarno po ziarnie systematycznie udoskonalała swoją pracę. Ćwiczenie motoryki małej jak ta lala. I to całkiem przez przypadek…

wpr_drzewa1

wpr_drzewa3

Metoda nr 2

… niezwykle podobna do metody numer 1, z tą różnicą, iż brak jest nieudolnego rysunku mamuśki 😉 Kontur drzewa zastąpiły patyki, które imitują zarówno pień jak i konary. Koronę drzewa N. wykonała w sposób dokładnie taki sam jak opisałam powyżej. Ta metoda jest dla troszkę bardziej cierpliwych osób (naprawdę tylko troszkę), bo dobrze jest gdy klej (mu używałyśmy kleju Magic) mówiąc kolokwialnie złapie patyki. Wtedy nie przesuwają się one i nie wywołują niepotrzebnej frustracji u dzieci.

wpr_drzewa2

Metoda nr 3

To od A do Z pomysł Natalki! Duma mnie rozpiera! N. wymyśliła, żeby zrobić jesienne drzewa z kolorowego ryżu.

Ponieważ całe zapasy kolorowego ryżu, który posiadałyśmy, po prostu wyszły, musiałyśmy cofnąć się do Adama i Ewy, i zafarbować ryż . My farbujemy ryż barwnikami spożywczymi (do kupienia, np. na allegro). Barwniki rozrabiamy w gorącej wodzie, wrzucamy do niego ryż, gdy pamiętamy, to do całości dolewamy niewielką ilość octu (dla lepszego utrwalenia barwy), czekamy, odcedzamy ryż i go suszymy.

Ponieważ pnie z patyków bardzo przypadły nam do gustu, to właśnie znowu je przykleiłyśmy na kartkach. I tyle było mojej pomocy. Resztę zrobiła N. Efekt cudny! Jak ja to lubię mówić – tak, cud, miód i orzeszki 🙂

wpr_drzewa4

wpr_drzewa5

wpr_drzewa6

wpr_drzewa7

Advertisements

9 komentarzy

  1. Piękne ! W sam raz na ścienną ekspozycję jesienną 🙂 Uwielbiamy takie oryginalne metody ekspresji artystycznej ! A tutaj można przykleić … ale i podjeść można 😉 Widać że świetna zabawa była. Pozdrawiam ciepło !:)

    1. Podjadane było 🙂 I rzeczywiście drzewka wiszą u N. w pokoju na ścianie. Zaczyna się tam robić bardzo jesiennie, ale kolorowo 🙂

      1. Ale ryżu nie podjadałyście? Brawa dla Natalki za pomysł!

      2. Sorry, my już duże dziewczyny jesteśmy i wiemy, że tego ryżu się nie je. Trochę inaczej ma się sprawa z mydłem, które N. wchodzi aż miło 😉

  2. Jak ładnie się bawicie 🙂

    1. I vice versa 🙂

  3. AgaMamaDUsi · · Odpowiedz

    Bardzo oryginalne te drzewka 😉

    1. Starałyśmy się jak tylko się dało 🙂

  4. Ale ryżu nie podjadałyście? Brawa dla Natalki za pomysł!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: