N. na lodowisku

A z tym lodowiskiem, co to film na fb możecie zobaczyć, to było tak…

Lodowisko – wisienka na torcie – zwieńczenie cudownego dnia. Tak, bo 3 luty 2014 roku, to był wspaniały dzień.

Poniedziałek. Praca wzywa. Nie lubię. Wolę być z N. Całe dnie. Ale… Ale bez pracy nie ma kołaczy… Idę.

Jaka cudna pogoda – myślę sobie – i marzę, jakby to było wspaniale iść dziś z N. na dwór, wybrykać się, chłonąć tego cudownego słońca a nawet posłuchać śpiewających ptaków. Tak, wczoraj niektórym ptakom chciało się śpiewać.

Portiernia.

– Może iść pani dzisiaj do domu.

– ??????

– Tam kartka wisi, pani sobie przeczyta.

 – A sobie przeczytam!

„W związku z awarią wodociągu dnia 3 lutego….”

Normalnie los się do mnie uśmiechnął.

Do dooooomu!

Niczym na skrzydłach.

Do mojej N.

Do wspólnych figli, wygłupów, poważnych i tych mniej poważnych rozmów, do przytulania, trzymania się za ręce, buziaków, do skakania, do śmiania się do rozpuku, do niej, do niej, do niej!

Wróciłam. I na pozór było tak zwyczajnie. Buziaki na wejście, uściski, „mamo, zobacz”…

Chwilę się pokręciłyśmy, zjadłyśmy ciastko, wypiłyśmy herbatę. Ubrałyśmy się i wyszłyśmy na dwór. W zasadzie nic nadzwyczajnego. Przecież to nie nasz pierwszy spacer. A dla mnie to dużo, bardzo dużo. Ceniłam każdą minutę, bo wiedziałam, że gdyby nie ta rura, co to pękła na ulicy, siedziałabym teraz w pracy i, parafrazując, przelewała z pełnego w puste.

wpr_spacery_zimowe1

wpr_spacery_zimowe

Po trzech godzinach wspólnej zabawy, umorusane śniegiem i błotem, z brzuchami głośno dopominającymi się „jeść”, wróciłyśmy do domu. Szczęśliwe.

I choć nie jest to w zwyczaju N., zrobiłyśmy drzemkę. Zasypiała, wtulona we mnie. Cały mój świat w moich ramionach.

I na koniec ta wisienka na torcie, od której zaczęłam pisać.

Lodowisko.

wpr_lodowisko

Łyżwy. Jej pierwszy raz. Uśmiech od ucha do ucha. Niesłabnąca chęć do jazdy, do nauki.
I to jej „muszę się wprawić”. Na samo wspomnienie tych słów, tego, jak ona to wypowiadała… Dwu i półroczne dziecko, a takie ambitne plany, że ona zaraz, za minutkę się nauczy, rozkręci, wprawi… I rzeczywiście poczyniła ogromne postępy.

Na początku nie potrafiła stać, jeździła za dwie ręce. Po pewnym czasie, ona „chcę sama”.

To jedź. I przejechała! Od taty do mnie i tak dwa razy.

Upadki były, a pewnie. W końcu nie od dziś wiadomo, że lód jest śliski.

Skończyło się na jeździe za jedną rękę i umiejętnością stania na lodzie bez jakiejkolwiek podpórki.

Zresztą to nie jest ważne, ilu rzeczy ona się tam nauczyła. Tak naprawdę ważne, to było to, że cała nasza trójka wspaniale bawiła się na łyżwach.

To był naprawdę wspaniały dzień. Taki niezwykły w swej zwykłości. Podarowany przez los.

 

Reklamy

2 Komentarze

  1. My się wybieramy na lodowisko ale jeszcze nie dotarliśmy… :/

    1. To czasu nie traćcie i raz, dwa, trzy na lodowisko idziecie Wy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: