ku pamięci: pierwszy śnieg tej jesieni

Czy Wy dzisiaj też tak mięliście, że wstajecie… wyglądacie przez okno a tam ŚNIEG!?!

Szok. Szok przeżyłam. Niby coś tam w radiu mówili, i ogólnie to już taka pora roku, i w zasadzie nie pierwsza moja zima, więc powinnam się przyzwyczaić, ale… nie przyzwyczaiłam się! Pierwszy śnieg to jest jednak pierwszy śnieg i zawsze witam go z mieszanymi uczuciami… Po pierwszym „oh my God!” i zebraniu szczęki z podłogi, stwierdziłam, że to nawet fajnie, bo N. się ucieszy. W końcu jak śpiewała Anna Jurksztowicz:

„Zima lubi dzieci najbardziej na świecie,

dorośli mi mówią nie wierzę.

Dzieci roześmiane stawiają bałwana,

dorośli stawiają kołnierze.”

Na reakcje N. długo nie musiałam czekać. Słyszę jak z jej pokoju dochodzi przeciągłe ziewanie „łaaa”, później wiercenie się aż w końcu skrzypnięcie sprężyny oznaczające, że N. zeszła z łóżka. Dziś dodatkowo usłyszałam, jak otwiera szufladę, co ewidentnie było znakiem, że wyciąga sobie ubrania. Bo moje dziecko od dłuższego już czasu samo kreuje swój image 😉 Aż w końcu otwiera drzwi do pokoju i stoi w tych drzwiach na bosaka, bez spodenek, z gołymi nóżkami, małymi stópkami, z włosami w artystycznym nieładzie i patrzy na mnie tymi zaspanymi jeszcze oczkami … nic tylko schrupać!

– Chodź się ubierzemy, to Ci coś pokażę – mówię do niej

– Co?

– Niespodzianka! – odpowiadam tajemniczo

N. raz, raz się ubiera. Spodnie tył na przód, ale kto by zwracał uwagę na takie detale, gdy tu o niespodziankę chodzi! Wychodzimy z pokoju. I jak w komedii. Ja w prawo, ona w lewo. To ją wołam.

– N. chodź tu, do kuchni.

Przychodzi, rozgląda się, patrzy, ale nic ją w oczy nie kłuje. To biorę ja na ręce, podchodzimy do okna… powiem Wam, dla takich chwil naprawdę warto żyć! Widok jej twarzy – bezcenne. Moje serce zrobiło zdjęcie.

Ta jej początkowa niepewność, zmieszanie przechodzące w niedowierzanie połączone z chłonięciem nowego krajobrazu raz, drugi… Aż w końcu błysk w oczach, ekscytacja, radość wypisana na każdym milimetrze jej twarzy i tylko myśl kołacząca się po głowie, czy to na pewno śnieg?

Więc upewnia się.

– Mamo, co to?

– Śnieg N.! Śnieg! – odpowiadam

Teraz jest już pewna! ŚNIEG! – wykrzykuje i jakby z pretensją, że ile można, dodaje – Jak ja na niego czekałam!

Nadmienię tylko, że N. niemal całe lato, wczesną jesień aż po dziś dzień, z zamiłowaniem ogląda na taty telefonie filmy, ze swoich brawurowych zjazdów na sankach…

Reklamy

2 Komentarze

  1. Ze śniegu chyba najbardziej cieszą się zawsze Dzieci 🙂

    1. Ja bym powiedziała, że nie chyba a nawet na pewno! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: