na wsi też byliśmy

Rodzina M. z Mazur wróciła, matka jeszcze tego samego dnia WSZYSTKO rozpakowała – rozpakowując torbę na trupa, białej gorączki dostała, ale… dała radę! (torba na trupa została tak nazwana przez mojego męża; torba jest tak wielka, że bez trudu wchodzę w nią ja bez szkody dla szwów i ekspresów). W tzw. międzyczasie dwa prania wstawiłam i je rozwiesiłam. Szaleństwo. Wiem 🙂 I wszystko na miejsce poodkładałam, a gdy ubrania wyschły, to je poprasowałam i do szafy włożyłam (dzień później oczywiście), i kolejne prania wstawiłam, i znowu poprasowałam, i znowu do szafy włożyłam, a później torby wyjęłam, i z tych szaf te ubrania co to tak misternie prałam, prasowałam i układałam, do torby spakowałam. Robota głupiego.

Kierunek: wieś.

Taka prawdziwa z kurami, kaczkami, krowami, psem na łańcuchu, ciągnikiem, stodołą, oborą, gnojem. Dla N. wieś nie pierwszyzna, ale że latem wieś szybko się zmienia, to i nowych słów N. „dotknęła”, np.

  • kombajn
  • bele słomy, snopy słomy
  • gnój

N.: Coś tu śmierdzi (ostatnimi czasy”coś tu śmierdzi” to ulubione hasło N.)

Ja: Pan wywozi gnój na pole. Gnój śmierdzi. Gnój to kupa, a kupa śmierdzi.

N.: Fuj!

N. również inne spostrzeżenia w temacie smrodu poczyniła

N.: Krowy śmierdzą…

Ja: Krowy śmierdzą?

N.: Tak. Tak. Trochę śmierdzą. Dlaczego krowy śmierdzą?… (z kolei „dlaczego” to baaaardzo ulubione pytanie!)

***

N.: Kaczki śmierdzą…

Ja: Kaczki też śmierdzą?

N.: Trochę śmierdzą…

Od razu widać, że mieszczuch…

wpr_kaczkiwies

wpr_cielak

wpr_koty

Jednak. Największą atrakcję rodzice zostawili na wieczór:

Spanie w namiocie

i wszystko, co się z tym spaniem łączy, czyli cykot świerszczy (o dziwo jeszcze jakieś żyją!), krople deszczu pukające w namiot (normalnie jednej nocy padało), śpiwór czy czytanie książek przy świetle latarki. wpr_namiot

Zdjęcie zafałszowuje ilość światła, jaka była w namiocie. Było naprawdę ciemno i jedyną smugą światła, była ta, którą dawała latarka. Dawno tak nie czytałam książki. Super!

A samo spanie? Spodobało się N. Nie było żadnego strachu, przejęcia. Nie protestowała, gdy zapinałam jej śpiwór podczas gdy na co dzień nie lubi się przykrywać. Nawet dziś N. pytała: „gdzie mój śpiwór? Z pewnością powtórzymy tę zabawę… tylko nie wiem, czy jeszcze w tym roku?…

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: