ku pamięci: w sklepie i przed sklepem

Wspominałam, że się odpieluchowałyśmy? Nie, to wspominam teraz. Fajno tak bez pieluchy. Fajno, a jakże! Czasem nawet bardzo:

Jedziemy do sklepu. Pod sklepem tłumaczę, że w środku nie ma gdzie zrobić siusiu, w związku z czym pytam, czy chce zrobić teraz. N. raz zrobi siusiu, raz nie. W końcu nie musi się jej chcieć akurat wtedy, kiedy ja bym chciała, by jej się chciało. Jestem w stanie to zrozumieć 🙂

Chodzimy po sklepie.

– Mama, siusiu – woła N.

Dalej, rzucam wszystko i biegniemy podlać jakiś krzaczek, autko, murek (w publicznej toalecie N. się nie załatwi, i to też jestem w stanie zrozumieć!). Lawirujemy między ludźmi, wózkami, regałami. Szybko, szybko. N. dumna i blada z prędkości, jaką osiągnęła, woła:

– Patrz jak biegnę.

Patrzę i komplementuję:

– Ho, ho jak szybko. – swoją drogą nie wiem, kiedy nauczyła się tak biegać…

Na dworze. Znajdujemy krzaczek, murek, auto, które spełnia wymagania N., co do powierzenia mu zawartości pęcherza. Spodnie i majtki w dół. I do dzieła. Kałuża jak ta lala, więc majty i spodnie w górę i idziemy do sklepu kontynuować zakupy.

– Gdzie ten tata? – pyta N. i by szybciej go znaleźć powtarza raz za razem – Gdzie ten tata?

A gdy go już znajdzie, co zwykle nie trwa długo, pozwala mi na 1-2 minutowe zakupy i zaczyna się…

– Mama, kupa!

– Chcesz kupę? – pytam

– Tak!

A zatem – rzucamy wszystko i biegniemy. Slalomem między ludźmi, wózkami, regałami. Szybko, szybko.

– Mamo, patrz jak biegnę.

– Widzę, ale szybko. Fiu, fiu…

Na dworze. Biegniemy w to samo miejsce, co ostatnio. Spodnie i majtki w dół. I do dzieła.

– Mamo! Zobacz, auto jedzie.

– Widzę N….

– Mamo! Tam idzie pan – informuje mnie dalej.

– Widzę… Robisz kupkę? – pytam, choć wiem, że to pytanie retoryczne 😉

– Nieeeee…

Wiedziałam, ale pobiec musiałam, żeby wiedziała, że gdy tylko będzie jej się chciało, to pójdę.

Majty i spodnie w górę. Wracamy do sklepu.

– Gdzie ten tata? Gdzie ten tata?…

5 minut później

– Mama, kupę!

– N. oszukujesz. Nie chce Ci się kupy – próbuję uchronić się przed kolejnym biegiem…

– Mama, kupa! Kupa! Chcę kupę! – czy muszę dodawać, że z każdą kolejną „kupą” natężenie głosu wzrasta? Więc. Rzucam wszystko. Biegniemy.

– Mama, sibko, sibko – popędza mnie i oczywiście dodaje – zobacz, jak biegnę.

– Widzę, ale szybko!  – odpowiadam i gonię ją, gonię…

Na dworze. Miejsce już dobrze znane, można by powiedzieć nasze. Spodnie i majtki w dół. I do dzieła.

– Mamooo!

– Tak? – pytam

– Tam jedzie auto…

– Aha…

– Mamooo! Pani idzie z dzieczynką. Patrz, tam!

– Taaaak… N. robisz kupkę?

– Nieeee… – i tak jakbym słyszała w jej głosie „a to my tu przyszłyśmy robić kupkę? żartujesz?”

Majty i spodnie w górę. Wracamy do sklepu.

– Gdzie ten tata?, Gdzie ten tata?

kolejne 5 minut później

– Mama kupę! Kupę! N. chce kupę! – głośno, bardzo głośno informuje mnie o swojej  potrzebie.

No nie, myślę sobie, tego już za wiele. Ile mam biegać? Chce Ci się biegać, to pobiegaj z tatą. Na pewno mu to nie zaszkodzi.

– Idź zrób kupkę z tatą – odpowiadam. A do męża mego mówię: – M., teraz Twoja kolej.

– Moja? – dziwi się męż mój – Idź lepiej Ty… Ty już wiesz gdzie…

Wrr…

Mężczyźni…

N. ciągnie mnie za rękę, krzyczy: „kupa!”.

Rzucam więc wszystko i biegniemy. Obiecuję sobie, że to już ostatni raz!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: