perełki: pśyczepka

Uff… dotarliśmy na parking. To jeszcze tylko na miejsce parkingowe numer sto dwadzieścia… i w drogę!

W odróżnieniu od N. dawno mnie na parkingu nie było. Idziemy. Auto jedno, auto drugie, auto czterdzieste…

– Zaraz będzie pśyczepka – stwierdza N.

– Przyczepka? – pytam zdumiona; nie wiedzieć czemu, jakoś nie mogę w tę „pśyczepkę” uwierzyć. Jakby to co najmniej był stwór z kosmosu. Noż normalnie nie wiem, nie wiem… I chyba tę niewiedzę takimi ogromnymi literami na twarzy mam wypisaną, bo N. zatrzymuje się, patrzy na mnie, wyciąga prawą rękę, wskazuje na „pśyczepkę” i mówi:

– O, tu!

To ja przenoszę wzrok z jej twarzy na jej rękę, dalej na palce i podążam za tymi palcami… a mym oczom ukazuje się najprawdziwsza na świecie przyczepa. Mój mózg wraca z dalekiej podróży… No tak, przyczepa  – taka buda na kołach, którą do auta można przyczepić.

– Przyczepa, rzeczywiście – stwierdzam i myślę sobie, że w sumie nie ma niczego dziwnego w zobaczeniu przyczepy na parkingu 🙂

A N. w szoku, w głębokim szoku, że ja tej „pśyczepy” nie wi(e)działam, pyta:

– Mamo, to Ty nie wiedziałaś???

Tak jakby matka wszystko wiedzieć musiała.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: