perełki: N. czasoumilaczem

Do dermatologa się wybraliśmy, bo N. uczulenie ma. Na dodatek takie wredne, że nie dość, że jest, to jeszcze swędzi! Wyobrażacie sobie!?! Na dobre serce, czas i chęci pani doktor liczyliśmy, że może nas przyjmie… bo od pani z rejestracji usłyszałam, że najbliższy termin wizyty może być w LIPCU! Co mi po lipcu, skoro swędzi tu i teraz? Pani doktor miłościwą się okazała, stwierdziła, że nas przyjmie – zawsze twierdziłam, że dobra z niej babka. Dobra… i bardzo dokładna – pacjenta w gabinecie trzyma i trzyma, w związku z czym swoje w kolejce musieliśmy odstać. N. w ogóle to nie przeszkadzało.

Stanie w kolejce, nie pierwszyzna. Zabawa jakaś się znajdzie. Korytarz przychodni, dla przykładu, idealnie nadaje się do biegania w tę i z powrotem, w tę i z powrotem i jeszcze w tę i z powrotem. I ulotek dużo leży na stole, to można przecież te ulotki rozdać. Co dziwne, N. robiła to bez żadnego skrępowania i wstydzenia się, nawet wtedy, gdy podchodziła do starszych panów. A facetów to ona się bardzo wstydzi! Widać pacjenci czekający na swoją kolej, są N. niezwykle bliscy 😉

Później sama zainteresowała się jedną z ulotek – a że była o rozwoju płodu, to tłumaczyłam jej jak ten płód się rozwija. Że w czwartym tygodniu, dzidzia jest malutka jak jej paznokieć. I to, że dzidzia jest tak malutka jak paznokieć, tak jej zapadło w umyśle, że chodziła do taty i pokazywała mu swój mały paznokieć na małym palcu i powtarzała: „taka malutka”.

I bawiła się z wyimaginowanym zajączkiem, i kładła go na podłodze, i wszystkich ostrzegała, by na niego uważać: „zajączek tu; nie depnij!”

I stawała pod ścianą i siadała na krześle, i przypominała sobie i innym: „ciekam w kolejce”.

I chodziła z wymyśloną kartą bankomatową, i musiałam z nią i z tą kartą do bankomatu chodzić (oczywiście też wymyślonego) i kasę wypłacać. I wszyscy na te zabawy N. patrzyli i wciąż się uśmiechali.

Jednak najlepsze miało dopiero nadejść…

Pewna pani, postawiła na parapecie swoją torebkę. Coś w niej robiła – co, ciężko określić, aż taka wścibska nie byłam. Ale ten ruch, że tak powiem okołotorebkowy, tak się N. spodobał, że też zapragnęła, sama, w swojej wyimaginowanej torebce namieszać. Coś powkładać, coś powyjmować, coś przełożyć, czegoś poszukać.

I stoimy pośrodku korytarza, a obok nas ludzie, ludzie, ludzie w ilości dużej, a N. wznosi swoją rękę do góry i głośno(!) i wyraźnie(!) mówi:

– Mama tampon. Włóż N. tampon!

I na wypadek gdyby Ci wszyscy ludzie wokół nas nie słyszeli, rozkracza się i palcem pokazuje, gdzie ten tampon włożyć.

– Włóż N. tampon! Mama, włóż tampon! Maaaaaaaama!

Przez moment łudziłam się nadzieją, że ONI nie zrozumieli, nie zobaczyli, ale ONI bardzo dobrze i zrozumieli i zobaczyli, i bardzo się uśmiechali.

Kino.

Za darmo.

🙂

Advertisements

One comment

  1. cudowne!
    obśmiałam się jak bżdżoła 😀
    już widzę N. w akcji… 😉 hahaha 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: