weekendowo, działkowo cz.2

To dziś o tej naj! zabawie, która u „Potarganych” miała miejsce. A dokładniej w okolicach działki „Potarganych”, bo zalewu to oni na własność nie posiadają.

Gdy w niedzielę wreszcie, nareszcie, huuureszcie z chmur deszcz nie siąpił, nie padał a nawet nie lał, my w ilości osób 3 i „Potargani” w ilości 2, wybraliśmy się na spacer (trzeci z „Potarganych” odmówił spaceru przekładając nad wspólną wycieczkę… sprzątanie!… Tak, tak! My też tego nie rozumiemy ;))

I tak szliśmy sobie lasem i szliśmy, aż oczom dzieci ukazała się WIELKA KAŁUŻA, przez nas dorosłych, zalewem zwana. N. do bliskich spotkań z kałużami jest zawsze przyszykowana, więc i ta ją nie zaskoczyła. W swoim magicznym, zielonym wiadereczku, znalazła paręnaście kamieni, które to idealnie nadawały się do wyrzutu, a w konsekwencji wrzutu.

wpr_week1

Gdy kamienie się skończyły, trzeba było korzystać z tego, co było pod ręką. Wiadomo, na bezrybiu i rak ryba. A że pod ręka piach był, więc on poszedł w ruch.

wpr_week2

Ten piach, a może lepiej byłoby go nazwać błotkiem, bo głównie z tego materiału N. i K., zwany Kapslem, korzystali, to wielce podstępny był. Bo oprócz zamierzonego efektu, czyli upadku do wody z efektownym rozbryzgiem, to i na głowę wskoczył i, „O Bozie!”, kaloszki ubrudził. A że N. nadal nie przeszła levelu „czyścioch”, to te brudne kaloszki jakby ją uwierały, uciskały. Coś trzeba było z tym robić – N. już wiedziała, co!

wpr_week3

A gdy już wyszła z wody i popatrzyła na te swoje do bólu czyste kaloszki, to znowu jakby ją coś gryzło i swędziało, i coś trzeba było z tym zrobić – i wierzcie lub nie, ale N. znowu wiedziała, co!

wpr_week4

Chyłkiem, cichcem, milczkiem kaloszki znowu się brudziły i znowu słychać było pełne przejęcia słowa: „O Bozie! Kalosze ubludziły!” Mówiąc językiem Fredry – Cóż było robić, trzeba było je umyć, i tak kilka razy! 😉 Kapsel, może zaoferowany tą ilością razy, co to N. w wodzie była, a może nie, sam zapragnął mieć z nią bliższy kontakt, z wodą znaczy się, i na klatę chciał ją przyjąć – o, tak!

wpr_week6

A że nie było mu to dane, bo rescue group, czyli ja i mama K., w porę zareagowała, znalazł sobie inną zabawę, ciekawą. Ciekawą na tyle, że N. mu jej pozazdrościła i też swój patyk zapragnęła posiadać, i grzebać nim w wodzie też chciała.

wpr_week5

A że od patyka do szyszek to już niedaleko, to na końcu tej frapującej wodnej zabawy, N. i Kapsel, szyszek nazbierali i owe szyszki do wody wrzucali.

wpr_week7

Ot, i tak cudnie, minęło nam to niedzielne przedpołudnie.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Woda, błoto, czego dzieci mogą chcieć więcej.. 🙂

  2. To jest to co dzieci lubią najbardziej:)
    Pozdrawiamy cieplutko

  3. moje Małe z błotkiem na głowie 🙂 loff ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: