perełki: N. i „współczucie”

Przynajmniej raz w ciągu dnia, N. musi posiedzież tudzież poleżeć, postać na parapecie. Od małego fascynuje ją widok za oknem, bo same ciekawe rzeczy można zobaczyć. A to śmieciareczka przejedzie, to znów koparka, traktorek czy straż pożarna na sygnale.

Dziś, jak co dnia, parapet miał swoje 5 minut. N. najpierw powyglądała, komentując przy tym, co się dzieje na dworze. A gdy już nic, ale to absolutnie nic, ciekawego na ulicy już się nie działo, postanowiła rysować na TYM parapecie.

Dobrze, że pod ręką miałam blok, bo N. wciąż i wciąż tworzyła nowe prace, a ja wciąż i wciąż musiałam dawać jej nowe kartki do tworzenia tych arcydzieł.

– Hmm… Picasso – mówię do niej

N. podnosi wzrok znad kartki i zaprzecza

– Nie, kotek 😉

Następnie patrzy na pokaźną liczbę swoich prac i z całą powagą mówi do nich:

– Ładnie lescie, grzećnie. Nie padnijcie.

Po czym z pełną premedytacją, zrzuca wszystkie swoje prace na podłogę. Patrzy na nie, po czym słusznie zauważa – Uuu… potukły!

– Tak, potłukły się – potwierdzam

– Mama, sięg (=sięgnij)

– Później sięgniemy – odpowiadam. Chwilowo nie mam nastroju do zabawy w zrzucanie i podnoszenie, gdzie gorszą robotę musiałabym odwalać ja!

– Plosię, siama! Plosię! Mama siama, plosię – prosi mnie N.

Cóż było robić, gdy tak bardzo martwiła się o los swoich prac…

Podnoszę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: