ku pamięci: superświęcenie

Noż nigdy jeszcze nie byłam tak późno święcić jaj w kościele… toż to dopiero po 16 byliśmy! A żeby było mało to po raz pierwszy zdarzyło mi się dać do poświęcenia KAMIEŃ! No może N. go dała do poświęcenia ale bądź co bądź byłam tego świadkiem.

Godzina 15.45 dzwonię do mamy z informacją, by teraz nie przychodziła, bo właśnie idziemy do kościoła. W trakcie rozmowy rzucam jej pytanie:

– Mamo, a do której święcą u nas w kościele?

– Nie dam sobie ręki uciąć, ale chyba do 16… – odpowiada

Patrzę na zegarek, godzina jak wyżej

– To cześć – rzucam jej do słuchawki i się rozłączam a do zainteresowanych wyjściem do kościoła krzyczę – szybko, szybko, mamy tylko 15 minut!

N. mało sobie z tego robi, nie chce zmienić bluzki, biega po mieszkaniu i woła „goń mnie”… Tata N. stwierdza, żeby pojechać autem a ja dochodzę do wniosku, że o 16-tej na pewno nie kończą święćeń pokarmów…

Wyszliśmy. N. niesie swój nówka funkiel nie śmigany koszyczek, do którego wsadziła wszystkie kurczaczki, jakie były w domu (włącznie z tymi, które miały być w moim koszyku), czyli koguta, dwie kury i kurczątko. Do tego czekoladowy baranek, zajączek, 3 jajeczka – cukierki i jedno prawdziwe jajo, które włożyłam jej ja. Widać, jej zdaniem za mało było w koszyku, bo gdy tylko jej wzrok dojrzał kamień leżący na chodniku, jej oczy zalśniły, schyliła się i już go miała w ręce. A z ręki dostał się do koszyczka…

W kościele N. cały czas trzymając koszyczek, stanęła naprzeciw księdza – raz przodem do niego, raz tyłem – jak jej było wygodnie… Na tacę N. pieniądze rzuciła chętnie, nawet bardzo chętnie, zero skrępowania, wstydu – wiadomo, jednym z bardziej ulubionych powiedzeń N. to „mama, kasa” (czyli „mama, daj kasę, ja zapłacę”). Trochę inaczej rzecz się miała, gdy ksiądz osobiście chciał poświęcić jej koszyczek. Wtuliła się we mnie i głośno i wyraźnie powiedziała „Mama, nie!”. Ksiądz odpuścił, a N. z wyraźną ulgą odsunęła się ode mnie, popatrzyła za odchodzącym księdzem i wydała okrzyk radości: „Poszedł!”. Z sąsiednich ławek dał się słyszeć śmiech.

I w taki oto sposób nie tylko zdążyliśmy poświęcić pokarmy, ale też kamień, który z racji bycia poświęconym zyskał miano superkamienia! A mnie z tego wszystkiego został trudny orzech tzn. kamień do zgryzienia…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

" To dla pamięci "

Blog o wspomnieniach

%d blogerów lubi to: